Pośrednik po godzinach: triathlon

W cyklu, w którym przedstawiamy zainteresowania i pasje pośredników, tym razem rozmawiamy z Krzysztofem Butowskim z biura Studio Nieruchomości, który uprawia wszystkie dyscypliny wchodzące w skład triathlonu.

 

Ta przygoda zaczęła się od biegania
Ta przygoda zaczęła się od biegania

 

– Triathlon wymaga dużej wszechstronności. Czy wybór tej właśnie dyscypliny wynika z tego, że jesteś typem, który od dziecka uprawiał każdy rodzaj sportu?

– Wręcz przeciwnie! Kiedy byłem dzieckiem byłem mocno chroniony przed sportem, bo sporo chorowałem. Nie miałem okazji zarazić się sportową żyłką. Ale zawsze powtarzam, że jestem mądry doświadczeniem moich doradców. A jednym z nich jest pan Piotr, mój trener wioślarstwa, który przebiegł 45 maratonów i pewnego dnia zaraził mnie bieganiem. Po jakimś czasie do biegania doszło pływanie. Do kompletu brakowało tylko roweru, na którym zacząłem jeździć na końcu.

Wybór triathlonu nie był przypadkowy. W jego skład wchodzą dyscypliny, w których nie da się oszukać. Tu wszystko zależy od ciebie, nie zrzucisz winy na kogoś innego, jak np. w sportach technicznych czy drużynowych. To swego rodzaju test osobowości: albo ćwiczysz i masz efekty, albo zaniedbujesz i ich nie masz.

 

– Pływanie, rower czy bieg? Który element triathlonu sprawiają ci największą frajdę?

– Myślę, że bieganie, bo mam w nim największa praktykę. Ale triathlon wymaga wszechstronnych treningów. Nie można odstawać w żadnym względzie, choć ostatecznie i tak najważniejsze jest chyba bieganie, bo jest na końcu, gdy jest się już wycieńczonym.

 

– Ile czasu tygodniowo poświęcasz na treningi? Które dyscypliny trenujesz najczęściej?

– Trzy razy w tygodniu chodzę na basen. Biegam głównie wieczorami, też trzy razy w tygodniu. A na rower wsiadam głównie w weekendy. Czasem jest tego roweru mniej, przed startami – więcej.

 

Triathlon wymaga wszechstronnych treningów
Triathlon wymaga wszechstronnych treningów

 

– Co daje ci sport?

– Czyści głowę z niepotrzebnych myśli i stresów, których w branży nieruchomości nie brakuje. Podczas treningów zostajesz myślami sam ze sobą, masz czas na przemyślenia. Pewne rzeczy dojrzewają. To jest fajna metoda na odreagowanie i pozbycie się złych emocji.

 

– Pomaga to później w pracy?

– Zdecydowanie! Po pierwsze, łatwiej podejmować decyzję, bo myślenie ze sportu łatwo przełożyć na sprawy zawodowe. Nie komplikujesz decyzji, szukasz najłatwiejszej drogi do celu. Uczysz się, że nie wolno się poddawać: nawet jeśli masz już dość, musisz przeczekać kryzys i wiesz, że za jakiś czas będzie łatwiej. To jest to, o czym mówił Krzysztof Hołowczyc podczas Spotkania Liderów Nieruchomości: kiedy robi się źle, trzeba dodać gazu. Brzmi to dziwnie, ale działa.

Sport daje więc ścieżkę, co zrobić w trudnej sytuacji. W sporcie problem masz co chwilę, uczysz się wychodzić z kłopotów. Daje to naprawdę dużo.

 

– Czy triathlon jest dla każdego?

– Uważam, że wszystko tkwi w głowie. Na końcu musi być fun. Jeśli to cię bawi – super. Ale jeśli robisz to na siłę, to prędzej czy później, w chwili zwątpienia, pewnie przestaniesz.

Drugą sprawą są kwestie zdrowotne. Trzeba mierzyć siły na zamiary, żeby się nie zniechęcić i nie zrobić sobie krzywdy. Sam zaczynałem od biegania na dystansie 500 m i było to dla mnie tak samo stresujące jak obecnie 40 km. Ale organizm ma takie zapasy, że wszystko jest kwestią roztrenowania. Jeśli chcesz dotrzeć do celu – nie ma wymówek, bijesz się sam ze sobą. Może mając 37 lat już olimpijczykiem nie zostaniesz, ale możesz poczuć się lepiej fizycznie i psychicznie.

 

Rower pojawił się na końcu
Rower pojawił się na końcu

 

– Jeśli chodzi o sport: z czego jesteś najbardziej dumny?

– Z tego, że udało mi się zachować konsekwencję w działaniu. Zawsze od sprintu wolałem długie strategie. Na każdym kolejnym spotkaniu jest progres, i to też cieszy. To dopiero drugi rok, więc jeszcze wiele przede mną.

 

– Jaki jest twój szczyt sportowych marzeń?

– Chyba jest to udział w zawodach Ironman na wyspie Kona, na Hawajach. Startuje tam elita, nikt nie trafia tam przypadkowo, byłoby to świetne ukoronowanie dotychczasowych startów. Nie wiem, czy jest to w ogóle do osiągnięcia. Ale sport ma to do siebie, że wiele rzeczy, które wczoraj były nieosiągalne, dziś są realne. Więc kto wie?

 

– Najbliższe sportowe plany?

– W marcu wezmę cząstkowy udział w nocnym maratonie pływackim Otyliada. W tym roku przepłynąłem 12 km i chciałbym to przebić. Planuję też połówkę Ironmana w Bydgoszczy. Do tego wszystkiego się przygotowuję. A za 2 lata w planach jest pełen Ironman.

 

– Dzięki za rozmowę. I, oczywiście, powodzenia!