Pośrednik po godzinach: sport, joga, medytacja

Nie samą pracą człowiek żyje. Dlatego w naszym cyklu „Pośrednik po godzinach” pytamy agentów nieruchomości o ich pasje. O zamiłowaniu do biegów, narciarstwa, jogi i medytacji porozmawialiśmy z Marią Daniec z Grupy.PRO

 

Dom, praca i sport to dla Marii Daniec równie ważne sprawy
Dom, praca i sport to dla Marii Daniec równie ważne sprawy


– Czy od zawsze interesowałaś się sportem, czy też potrzebny był jakiś impuls, by zacząć go uprawiać?

– Sport był gdzieś wokół mnie od zawsze. WF był moim ulubionym przedmiotem. Ale, tak naprawdę, zamiłowanie do sportu to także zasługa mojego męża. Jest instruktorem narciarskim i nauczył mnie jeździć, zabierał też na zawody rowerowe, wprowadza mnie do wspinaczki. Natomiast bieganie to dyscyplina, której on nie akceptuje. Tym bardziej joga. To już tylko moje pasje.

 

– A skąd joga?

– Zaczęło się od nieprzyzwoitego bólu kręgosłupa. Był on ciągły, trwał odkąd pamiętam, nic nie pomagało. Próbowałam aerobiku, potem był pilates, aż w końcu trafiłam na jogę. Czesław, mój instruktor wprowadzał mi ją powoli, aż doprowadził do tego, że w październiku zaczynam kurs instruktora.

 

– Joga ma wiele definicji i odmian. Czym dla ciebie jest joga?

– To taki czas, który jest tylko i wyłącznie dla mnie. Dla mojego ciała i ducha. To czas, w którym potrafię już zastanowić się nad tym jak pracują moje mięśnie, jak układa się moje ciało, a jednocześnie – w chwilach wyciszenia – potrafię wyłączyć się ze wszystkiego co było i jest wokół mnie i trwać w pewnego rodzaju  niebycie.

 

Joga i medytacja potrafią dać wyciszenie
Joga i medytacja potrafią dać wyciszenie

 

 

– A medytacja? Czy droga do niej prowadziła właśnie przez jogę?

– Tak! Trafiłam na nią przez przypadek, podczas maratonu jogi. Oglądałam film, który opowiadał o tym, jak medytacja pomagała ludziom, którzy mieli problemy w odnalezieniu ciszy i spokoju. A sama byłam wówczas strzępkiem nerwów. Pomyślałam: „skoro to coś potrafi sprawić, że ludzie odpuszczają, to może mi tez pomoże!” I to było dokładnie to, czego potrzebowałam. 11 dni wyciszenia, bez kontaktu z telefonem, książką, radiem, 10 godzinnie bez rozmowy, kontaktu wzrokowego. Jesteś sobą i tylko sobą. Vipassana to coraz bardziej modny styl medytacji, wspomina o nim wiele gwiazd. Ale, wbrew pozorom, nie ma tam znaczenia kim jesteś, ile masz pieniędzy, jakiego jesteś wyznania. Bardzo polecam, bo to doskonały pomysł na wyciszenie. Dziś jestem w stanie medytować nawet biegając. Nie biegam już z muzyką. To czas dla mnie i natury.

 

– No właśnie: sporo biegasz, ale jeździsz też na nartach, chodzisz po górach. Która z tych dyscyplin jest dla ciebie najważniejsza?

– Wszystkie są bardzo ważne. Ale zauważ, że każda ma swój czas. Zimą to głównie narty. Wiosną i jesienią bieganie. Nie biegam zimą, ze względu na smog. Właściwie tylko jogę uprawiam przez okrągły rok.

 

– Ile czasu przeciętnie poświęcasz na aktywność fizyczną?

– To tez zależy od pory okresu. Przykładowo, właśnie teraz jestem w trakcie przygotowań do maratonu. Mam 4 treningi w tygodniu, a każdy trwa od godziny do trzech. A zwykle jest to mniej więcej 7 godzin biegania w tygodniu, to wcale nie tak dużo. Plus 2-3 godziny jogi. Nart nie liczę, bo to są sezonowe, kilkugodzinne wypady. Mam tak blisko do gór, że jeżdżę tam na parę godzin, w dodatku wtedy, gdy nie spodziewam się kolejek. Nie jeżdżę na narty za granicę, to robią moje dzieci.

 

– Twój największy sukces sportowy to…

– Nigdy nie przykładałam do tego szczególnej wagi. Ale kiedyś wraz z całą rodziną byliśmy uczestnikami pucharu Family Cup, gdzie zostaliśmy nawet Rodziną Polski. Dostaliśmy puchar od prezydenta, który oddaliśmy do szkoły i tam został rozbity. Mąż nie może przeżyć, że zniszczyła się taka pamiątka. A dla mnie, dzięki jodze i medytacji, rozbity puchar od prezydenta to żaden problem. Stało się.

 

– Dotknęłaś ważnego zagadnienia: co dają tobie aktywność fizyczna, joga i medytacja?

– Aby stać naprawdę stabilnie, przydają się trzy nogi. Dla mnie są nimi praca, rodzina i hobby. To sprawia, że odkąd zaczęłam regularnie uprawiać sporty, powiedzmy, że od kiedy dzieci są już w miarę samodzielne, mogę poświęcić więcej czasu dla siebie. Dom jest ważny, ale nie na tyle, by powstrzymywać mnie od treningu. Dla mnie to ostoja spokoju. Odprężenie. Niektórzy spotykają się ze znajomymi w knajpach, ja spędzam z nimi czas podczas treningów biegowych.

 

– A czy sport uprawiany „po godzinach” przekłada się także na pracę?

– Absolutnie tak! Z jednej strony pozwala na podejście „bez spiny”: nic za wszelką cenę. Uwielbiam moją pracę, bo to jest dokładnie to, co zawsze chciałam robić. Mam świadomość, że pomagam ludziom i są zadowoleni. Ale wszędzie zdarzają się sytuacje potencjalnie stresujące. Kiedy przychodzę na spotkanie zrelaksowana i wyciszona, wypłukana ze stresów i złości po jodze czy biegach, znacznie łatwiej unikam niepotrzebnych stresów, nerwy nie zaburzają mi myślenia. Praca jest wówczas przyjemnością.

 

Pokonując trudne sytuacje w sporcie uczymy się radzić sobie i w pracy
Pokonując trudne sytuacje w sporcie uczymy się radzić sobie i w pracy

 

– Klienci to wyczuwają?

– Myślę, że tak. Poza tym: ćwiczysz coś, co nie jest łatwe, musisz pokonać pewien próg bólu, cierpliwości i wysiłku. A potem okazuje się, że skoro jesteś w stanie zrobić to w sporcie, jodze, medytacji, biegu, to gdy masz problem w firmie, też masz świadomość, że wszystko pokonasz. Szukasz rozwiązania, wiesz, że nie ma rzeczy niemożliwych.

 

– Jak zachęciłabyś innych do pójścia w twoje ślady?

– Po pierwsze, gdy robisz coś dla siebie, masz satysfakcję i jesteś bardziej zadowolony. Po drugie łatwiej poradzić sobie z problemami, które się pojawiają. Po trzecie: twoje ciało będzie się lepiej zachowywać, gdy pozwolisz mu na dodatkowy wysiłek. Chodzi nie tylko o mięśnie, ale i psychikę.

 

Wszystko trzeba robić stopniowo
Wszystko trzeba robić stopniowo

 

– Sport to nie zawsze tylko zdrowie. Można np. nabawić się kontuzji. Czy masz jakieś przykazania dla początkujących?

– Przykazania dają pewnie ci, którzy są ekspertami. Jako amator mogę powiedzieć, że na pewno na początku nie można przesadzać. Wszystko musi być w zgodzie ze sobą. Mój pierwszy kilometr to był kiedyś ogromny wysiłek. Dziś coś podobnego czuję powiedzmy po 20 km. Wszystko trzeba robić stopniowo. Nigdy nie miała kontuzji, aż w końcu – 2 tygodnie temu, podczas przygotowań do maratonu – przeforsowałam się. Zapomniałam, ze psychicznie można wszystko, fizycznie też, ale jeśli nie zrezygnujesz organizmu – odmówi. Teraz trochę cierpię, ale fizjoterapeuci są od tego, by ich czasem odwiedzać.

 

– Czy masz sportowe marzenie, cel do osiągnięcia?

– Tak. 30 września chciałabym przebiec mój pierwszy maraton. Mam nadzieję, że to zrobię. Ale jeśli nie zrobię, nie będzie to koniec świata. Może chciałabym też wyjechać do Indii i pomedytować trochę w prawdziwie indyjskich warunkach. Ale to też nie jest najważniejsza rzecz na świecie.

 

– Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia 30 września!

 

Jesteś pośrednikiem i masz ciekawą pasję? Napisz do nas i podziel się nią na naszym blogu!